czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 17

Damon :
Cały czas namiętnie całowałem rozgrzane usta brunetki. Jej dłonie błądziły po moich plecach. Elena przygryzła delikatnie moją dolną wargę tym samym biorąc moją twarz w swoje dłonie. Wsunąłem obie ręce pod jej sukienkę, nadal ją podtrzymując. Muskałem palcami jej zgrabne uda, obsypując jej szyję milionami pocałunków. Dziewczyna cichutko jęknęła, kiedy moja dłoń zacisnęła się na jej udzie. Mocniej mnie objęła, przyciągając jeszcze bliżej i złączyła nasze usta w długim pocałunku. Z żarliwością oddałem pieszczotę, schodząc niżej z moimi pocałunkami.
- Chyba powinniśmy wracać –wysapała Elena, przymykając oczy z przyjemności.
- Poczekają – odpowiedziałem, całując jej szyję. Dziewczyna podniosła moją twarz, składając na moich wargach niemętny pocałunek.
- Chodźmy – mruknęła, poprawiając sukienkę. Uśmiechnąłem się zadziornie, widząc rumieńce na jej policzkach.
- A przedtem jakoś nie chciałaś, abym cię pocałował – zauważyłem, przyglądając się jej. Dziewczyna uśmiechnęła się w moją stronę, ruszając do drzwi pensjonatu.
- Ale to zrobiłeś – odparła.
- A ty odwzajemniłaś – drążyłem temat, nie pozwalając otworzyć drwi brunetce.
- Bo to właśnie po tym pocałunku moje uczucia do ciebie stały się pewne – wyjaśniła, głaszcząc mój policzek. – Zrozumiałam, że nie chcę cię stracić.
- Wiedziałem, że kiedyś się na mnie rzucisz – mruknąłem, obejmując jej biodra i przyciągając ją bliżej siebie. Dziewczyna pokręciła głową z niedowierzaniem, przewracając oczami. Otworzyłem przed nami drzwi do rezydencji, wchodząc z Eleną do wnętrza salonu, gdzie trwała impreza. Usiadłem z Eleną na kanapie, nalewając nam alkoholu.
- Powiemy im ? – spytałem niepewnie, wskazując głową na naszych znajomych.
- Powiemy, ale nie dziś – odparła, uśmiechając się.
- Cała noc nasza. I to w sekrecie … - wymruczałem do jej ucha tym samym odgarniając włosy z jej szyi. – Podoba mi się.
Dziewczyna zachichotała, niezauważalnie kładąc swoją dłoń na mojej.
- Zatańczymy ? – spytała po chwili.
- Oczywiście – odpowiedziałem, podając jej rękę, którą szybko ujęła. W tle leciała akurat szybka piosenka, więc bez zastanowienia zacząłem okręcać Eleną na wszystkie strony. Dziewczyna starała się dotrzymać mi kroku, co chwilę wybuchając głośnym śmiechem, kiedy przyciągałem ją do siebie.
- Dlaczego ja tak świetnie się z tobą bawię ? – spytała Elena, udając zdziwienie. Uśmiechnąłem się szelmowsko, rąbiąc z nią obrót.
-Nie martw się. Ze mną już nigdy nie zabraknie ci rozrywki i wrażeń – rzekłem, odwracając ją do siebie tyłem.
- Jestem tego pewna – powiedziała wesoło Elena. – Mieliśmy im powiedzieć dopiero jutro. – zauważyła, kiedy ułożyłem dłonie na jej brzuchu, schodząc nimi coraz niżej.
- To nie znaczy, że nie mogę cię dotykać – stwierdziłem, składając pocałunek na jej nagim ramieniu. Dziewczyna zachichotała, ruszając biodrami w rytm melodii.
- To będzie długi wieczór– westchnęła, uśmiechając się.
- Żebyś wiedziała – odpowiedziałem.



***



- Pa Caroline ! – zawołała Elena, żegnając się z blondynką. Razem z nią ulotnili się także Bonnie i Jeremy.
- Kto to teraz posprząta ? – westchnęła Mary, krzyżując ręce na piersi.
- Jutro ci pomogę – powiedziała Elena, uśmiechając się promiennie. Mary odwzajemniła gest.
- Jestem wykończona – stwierdziła, ciągnąc Klausa za rękę. – My już pójdziemy do siebie.
- Pewnie – odrzekła brunetka, zasuwając krzesła pod stolik. – Dobranoc. Mary odpowiedziała jej ciepłym uśmiechem i wraz z Klausem zniknęła z naszego pola widzenia.
- Zostajesz ? – spytałem, obejmując Elenę. Dziewczyna kiwnęła głową, wpijając się w moje usta z ogromną gwałtownością. Nawet się nie zastanawiając oddałem pieszczotę z podwójną czułością.
- Jak to dobrze, że spotkałam cię na tej ulicy – stwierdziła kobieta. Zaśmiałem się, siadając z nią na kanapie. Dziewczyna siadła na mnie okrakiem, biorąc moją twarz w dłonie. Przygryzła wargę, przejeżdżając dłońmi po moim torsie. Zaczęła całować zachłannie moją szyję, zostawiając na niej czerwone ślady. Po chwili pocałowała mnie przelotnie w usta, odsuwając się ode mnie.
- Dobranoc – mruknęła i poderwała się z sofy, zmierzając ku schodom.
- Ej ! A ty dokąd ? – jęknąłem zrezygnowany.
Kobieta zaśmiała się, opierając się o barierkę drewnianych schodów.
- Jestem zmęczona – ziewnęła markotnie, wyciągnęła do mnie ręce na znak, żebym do niej dołączył.
Niechętnie wstałem z kanapy, podchodząc do brunetki.
- Niech ci będzie – fuknąłem. Dziewczyna złapała mnie za rękę, ciągnąc do mojej sypialni.
- Stefan ! – krzyknęła dziewczyna i podskoczyła w miejscu, puszczając moją rękę.
- Przyśnił ci się koszmar, braciszku ? – zakpiłem, wywracając oczami.
- Damon właśnie odprowadzał mnie do pokoju – próbowała wyjaśnić Elena. Kolejny raz wywróciłem oczami, wznosząc je ku górze. Stefan pokiwał głową, spuszczając głowę w dół.
- Chciałem sprawdzić co na dole – wydukał Stef. Gilbert zamrugała kilka razy, uśmiechając się.
- Ta ja już pójdę – odezwała się brunetka, aby przerwać ciszę. Uśmiechnąłem się do niej szelmowsko, dając do zrozumienia, że to nie koniec.
- Dobranoc, Eleno – rzekł mój brat w stronę dziewczyny.
- Dobranoc, Stefanie – odpowiedziała mu kobieta. Zdążyła posłać mi jeszcze jedno spojrzenia zanim zniknęła za drzwiami pokoju.
- Chyba mieliśmy układ – zauważył chytrze Stefan.
- Ja nic nie pamiętam. Pogódź się z porażką, Stef – rzuciłem, wymijając go i wchodząc do mojej sypialni. Kiedy usłyszałem, że Stefan wraca do swojego pokoju, ja opuściłem mój. Najciszej jak się dało, uchyliłem drzwi do pomieszczenia, w którym zatrzymała się Elena. Dziewczyna akurat brała prysznic. Postanowiłem także się przyłączyć. W końcu się już całowaliśmy, a ona powiedziała, że mnie kocha. Powoli wszedłem do łazienki, rozpinając guziki swojej koszuli. Nie wahając się ani sekundy dłużej zrzuciłem z siebie wszystkie ubrania i niezauważalnie wszedłem do kabiny prysznicowej. Brunetka miała naprawdę piękne ciało. Delikatnie objąłem ją z tyłu, przyciągając do siebie. Niespodziewanie dziewczyna zaczęła się wyrywać i wydała z siebie cichy krzyk.
- Spokojnie … - wyszeptałem. – To ja. Brunetka momentalnie się uspokoiła, odwracając przodem do mnie.
- Damon ! – warknęła. – Co ty tutaj robisz !?
- Nie widać ? – zaśmiałem się, głaszcząc ją po policzku.
- Dopiero co wpadliśmy na twojego brata, a ty ładujesz mi się pod prysznic !? – spytała z niedowierzaniem.
- Dokładnie – odpowiedziałem, śmiejąc się
- Damon, wypad ! – fuknęła., próbując się jakoś zasłonić rękoma.
- Oj, daj spokój – jęknąłem, rąbiąc urażoną minę. Dziewczyna westchnęła, stając za mną.
- Nawet jeszcze nie ustaliliśmy czy jesteśmy parą – zauważyła cicho i nerwowo odchrząknęła.
- Myślałem, że to „kocham cię’ było wystarczającym dowodem – rzuciłem, obejmując ją. – Podobno mieliśmy im powiedzieć.
- Tak, wiem – wydukała spokojnie. Miałem wrażenie jakby coś ją dręczyło. A może to było tylko zauroczenia, a nie poważne uczucie ? Sam nie wiedziałem jak to rozumieć, ale Elena to wspaniała dziewczyna i będę się o nią starał i troszczył, oczywiście nie tracąc swojego charakteru.
- A jednak coś cię gryzie – zauważyłem, podnosząc jej podbródek tak, abym mógł spojrzeć w jej oczy.
- Bo, kiedy zobaczyłam minę Stefana … - zaczęła niepewnie. – Chyba nie był zadowolony z takiego widoku.
Westchnąłem głośno, przeczesując ręką mokre włosy.
- Elena ! Nie interesuje mnie mój brat i to czy podobają mu się nasze relacje. Mam daleko gdzieś jego zdanie – fuknąłem.
Kobieta zatrzymała wodę, wychodząc spod prysznica oraz owijając się białym ręcznikiem. Ja także ulotniłem się z kabiny, owijając się ręcznikiem wkoło bioder.
- Może masz rację – westchnęła, spuszczając ręce ku dołowi.
- Na pewno mam rację ! – odparłem poważnie, biorąc jej piękną twarz w moje dłonie i składając przelotny pocałunek na jej nosie. Kobieta zachichotała , odwracając się tyłem do mnie w stronę lustra.
- Macie tutaj suszarkę ? – spytała po chwili, rozczesując przemoczone włosy.
- Proszę cię. Nawet nie wiesz jakie my tutaj mamy wyposażenie – rzuciłem poważnie, podając jej przedmiot.
- Dzięki – zaśmiała się Elena, biorąc ode mnie urządzenie.
Szybko poczesałem także i swoje włosy, wychodząc z pomieszczenia.



Elena :
Patrzyłam jak Damon opuszcza łazienkę, próbując wysuszyć moje długie włosy. Miałam obawy co do reakcji naszym przyjaciół na temat naszego … związku, ale nie żałowałam, ze wyznałam mu swoje uczucia. Od jakiegoś czasu poczułam, że staje się dla mnie kimś więcej niż dobrym przyjacielem. Pragnęłam jego bliskości i to uczucie było nie do przezwyciężenia. Mimo wszystko nie chciałam wspominać Damonowi o moich odczuciach w związku z reakcją Stefana ? Nawet jeśli był moim zwykłym przyjacielem to nie chciałam robić mu przykrości po tym co przeszedł z Katherine, ale już na pewno nie chciałam bawić się nimi w takie sposób w jaki ona to robiła. Dobrze zrobiłam, że się zdecydowałam i podjęłam decyzję. Nie powinnam się tym zadręczać. Kiedy już chciałam wejść do mojego tymczasowego pokoju zauważyłam na podłodze ubrania Damona. Szybko podniosłam je z ziemi, kładąc na szafce obok.
- Twoje ubrania są w łazience – uświadomiłam wampira, leżącego na łóżku w samym ręczniku.
- Możesz iść się przebrać – dodałam, gdy nie otrzymałam  żadnej reakcji z jego strony.
- Kto powiedział, że chcę ? – rzucił i w jednej sekundzie zmaterializował się przede mną.
- Będziesz spał w samym ręczniku ? – spytałam, uśmiechając się nieśmiało.
- Przeszkadza ci to ? Jeśli chcesz mogę i bez – mruknął.
- Lepiej z ręcznikiem – stwierdziłam, nerwowo, odsuwając go delikatnie od siebie. Na twarz wampira wstąpił triumfalny uśmiech. No tak. Ciągle byłam tą nieśmiałą Eleną Gilbert. Dlaczego ? Może przyzwyczaiłam się, że każdy mnie tak postrzega i nie przyszło mi na myśl, aby się zmienić ?
- Ale jeśli chcesz bez twój wybór – dodałam nagle śmielej, uśmiechając się szelmowsko. Wampir odwzajemnił gest, powoli zsuwając ze mnie ręcznik. Chwilę potem to samo zrobił Se swoim. Pokręciłam głową z niedowierzaniem, układając głowę na miękkiej poduszce. Damon położył się koło mnie, obejmując mnie szczelnie ramionami.
- Dobranoc – powiedziałam, gasząc lampkę nocną, znajdującą się zaraz obok łóżka, na małej komodzie.
- Kolorowych snów, Eleno – odpowiedział. – Najlepiej o mnie – dodał po chwili.
Uśmiechnęłam się pod nosem sama do siebie, czekając na sen.



***




Strój Eleny 
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Była dopiero trzynasta. To i tak wcześnie jak na moje samopoczucie. Ku mojemu zdziwieniu Damona nie było obok mnie, ale za to byłam ja i to całkiem naga. Postanowiłam się doprowadzić do porządku i poszukać jakiś proszków, które pomogą mi pokonać ból. Szybko skierowałam się do łazienki, aby załatwić sprawy z poranną toaletą. Poprawiłam moją fryzurę, zrobiłam mój codzienny i dobrałam kilka dodatków. W pokoju zaczęłam szukać jakiś ładnych ubrań. Mój wybór padł na jeden z moich ulubionych, letnich kompletów. Prędko zeszłam schodami na dół, gdzie od razu wybrałam kierunek do kuchni. Moim oczom ukazało się obfite śniadanie. Na talerzu znajdowały się gofry z bitą śmietaną i owocami.
- Smacznego – usłyszałam za sobą znajomy głos i poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali.
- Dzień dobry – zamruczałam, zapominając o bólu skroni. Złożyłam długi pocałunek na wargach czarnowłosego, wplatając palce w jego bujne, kruczo- czarne włosy. Mężczyzna natychmiastowo oddał pieszczotę, gładząc moje plecy.
- Jezu, przepraszam ! – usłyszeliśmy głośny jęk Mary. – Nie wiedziałam, że … - odchrząknęła, uśmiechając się promiennie w moją stronę.
- Że … ? – zagadnął Stefan, wchodząc do salonu razem z Klausem.
Spuściłam głowę, wyrywając się w uścisku mojego chłopaka.
- Jesteście razem ? – spytał Stefan niedowierzając. Nie wiem o co mu chodziło.
- Tak – odparł za mnie czarnowłosy.
- No to gratuluję ! – krzyknął radośnie pierwotny, podając dłoń Damonowi, która ten szybko uścisnął.
Mary rzuciła się biegiem w moją stronę, zamykając  mnie w żelaznym uścisku.
- Tak się cieszę – wydukała z uśmiechem.
- Ja też – odpowiedziałam szczerze.
- Przepraszamy was, ale musimy jechać po Suzie – rzekła Mary, podchodząc do Klausa.
- Nie ma sprawy– rzuciłam z uśmiechem. Po chwili już ich nie było w pensjonacie.
- Zjedź, bo wystygnie, ja idę wynieść te wszystkie pudła – oznajmił Damon i skinął głową na kartony, stojące przy drzwiach. Pokiwałam głową, uśmiechając się. Stefan cały czas stał podparty ścianę z nieobecnym spojrzeniem, kiedy podniósł głowę Damon  korzystając z okazji wpił się w moje usta. Niepewnie odwzajemniłam pocałunek, zdając sobie sprawę, że to wszystko widzi Stefan. Gdy czarnowłosy wyszedł z rezydencji blondyn w zamyśleniu zaczął wychodzić po schodach na górę. Odłożyłam gofra na talerzyk postanawiając dowiedzieć się o co chodzi.
- Stefanie, wszystko gra ? – zapytałam, przełykając głośno ślinę.
- Nie, wszystko w porządku – zaprzeczył, wysilając się na uśmiech. Nie chciało mi się w to wierzyć.
- Przecież widzę – stwierdziłam. – Przeszkadza ci, że jestem z twoim bratem ?
Wampir głośno westchnął, spuszczając ręce w dół.
- Na początku sam nie wiedziałem co czuję. Bałem się, że może cię skrzywdzić. Teraz mam takie same odczucie, ale jeśli jego uczucia do ciebie są prawdziwe to nie będę wam wchodził w drogę. Cieszę się, że mój brat trafił akurat na ciebie, Eleno – wyjaśnił, posyłając mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłam.
- Nie masz się komu wyżalić, Stefan ? Nawet wiewiórkom znudziła się twoja paplanina ? – prychnął Damon, podchodząc do mnie i obejmując. Posłałam mu karcące spojrzenie, kręcąc z głową z niedowierzaniem.
- Nie bój się Damon. Tylko rozmawialiśmy o tym, że cieszę się z tego, że w końcu znalazłeś dobrą dziewczynę – odparł blondyn.
- Właśnie ! – fuknął w stronę brata Damon. – Ja znalazłem, więc tobie od niej wara !
- Damon! – jęknęłam załamana jego zachowaniem.
- No co ? Tak jest prawda – powiedział kpiąco Damon w stronę Stefana.
- Zdaję sobie z tego sprawę, bracie – powiedział Stefan ze stoickim spokojem. – Nie będę przeszkadzał – dodał i udał się po schodach, na górę. Obrzuciłam Damona niedowierzającym spojrzeniem, stając naprzeciwko niego.
- Dlaczego jesteś dla niego taki niemiły !? – spytałam z wyrzutem.
- Ponieważ teraz na każdym kroku będzie próbowałam udowodnić ci jaki jestem zły i, ze prędzej czy później się na mnie zawiedziesz ! On próbuje ci mi odebrać, nie widzisz tego !? – usłyszałam w odpowiedzi od czarnowłosego mężczyzny.
On się bał. Bał się, że posłucham Stefana i go zostawię. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej obawy w jego oczach.
- Damon – wyszeptałam. – Komu wyznałam miłość ? Jemu czy tobie ? – odezwałam się, biorąc jego twarz w dłonie. – Z kim uwielbiam spędzać czas ? Z nim czy z tobą ? Można by było jeszcze dużo wyliczać takich powodów, ale one nie mają znaczenia. Ważne jest, że to w tobie się zakochałam ,a nie w nim. Nie masz się czego obawiać – dodałam, całując go przelotnie w usta. Na twarzy wampira od razy pojawił się ten zniewalający uśmiech, który tak u niego pokochałam.
- Mam nadzieję – odparł. Nagle usłyszałam wibracje telefonu na stoliku. Szybko zabrałam stamtąd przedmiot, odczytując wiadomość od Caroline.
„Jeśli masz siłę wpadnij do mnie i razem Bonnie ruszamy na podbój sklepów J.
PS. Masz być !”
Kiedy tylko przeczytałam ostatnie zdanie mimowolnie się roześmiałam. To nawet dobry pomysł, gdyż od dawna nie byłyśmy na takim spotkaniu.
- Caroline chce, abym poszła z nią i z Bonnie na zakupy – rzuciłam radośnie, wstając od stołu.
- Ale teraz ? – jęknął Damon, widząc jak nakładam moje sandałki na nogi oraz torbę na ramię.
- Teraz – przytaknęłam, całując go przelotnie w usta. – Niedługo będę. Pa !



Caroline :
Szybko poderwałam się z miejsca, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. W progu stały Bonnie i Elena.
- Hej ! – krzyknęły obie dziewczyny chórem,. Przytuliłam je po kolei, uśmiechając się promiennie.
- Idziemy ? – spytała Bonnie, wskazując palcem na jej suto.
- Chwileczkę, wezmę tylko torebkę – rzuciłam i szybko zabrałam ją z szafki. Dziewczyny pokiwały głowami i po chwili znajdowałyśmy się już w aucie Bonnie.
- Nasza ulubiona galeria ? – spytała radośnie Bennet.
- Jak mogłoby być inaczej !? – zapytałam, udając oburzenie. Wszystkie roześmiałyśmy się, włączając jakąś piosenkę w radiu. Akurat leciała nasza ulubiona piosenka, więc w jednej chwili całe auto wypełniły nasze śpiewy. Nim się zorientowałam byłyśmy już pod naszym ulubionym skalpem. Szybko wysiadłyśmy z auta, kierując się do drzwi wejściowych.
- A właśnie. Żyjecie po imprezie dziewczyny ? – zapytała Bonnie.
- Jakoś się trzymam – odpowiedziała Elena, zatrzymując się przy stoisku z apaszkami.
- Ja też daję radę. Potrzebowałam tego spotkania – wyznałam, oglądając jakiś pomarańczowy, jedwabny materiał.
- A właśnie, jak tam ze Stefanem Caroline ? – zapytała entuzjastycznie Elena. Od razu posmutniałam. Jakoś nie mogłam rozmawiać na ten temat wesoła.
- Coś się stało? – zapytała zamartwiona Bonnie, widząc moją minę. Przytkanęłam, nie wiedząc jak mam im to powiedzieć.
- Wczoraj dał mi jasno do zrozumienia, że jestem dla niego tylko przyjaciółką – wyjaśniłam, przygnębionym głosem.
- Może potrzebujecie więcej czasu ? – spytała Elena, przytulając mnie.
- Sama nie wiem – odrzekłam. Ale dziewczyny koniec smutków ! Przyszłyśmy tu na zakupy ! – dodałam nieco bardziej entuzjastycznej.
- Dokładnie. Dziewczyny pomożecie znaleźć mi jakąs łądną, letnią sukienkę ? – spytałą Bonnie, zmierzając do następnego stoiska.
-Pewnie ! – odpowiedziałam radosnym tonem głosu, ruszając z moimi przyjaciółkami.


  ***


Czas leciał nam bardzo szybko. Nawet nie zorientowałam się, kiedy zleciało te parę godzin. Nagle usłyszałyśmy dźwięk komórki Eleny, która najwidoczniej dostała wiadomość. Dziewczyna z uśmiechem odczytał wiadomość, a następnie na nią coś odpisała.
- Kto to był ? – zapytałam zaciekawiona nagłą poprawą humoru Eleny oraz wkładając do koszyka parę sandałków. 
- Damon – odpowiedziała, uśmiechając się pod nosem. Uśmiechnęła się znacząco do Bonnie, w sekundzie znajdując się obok brunetki.
- Opowiadaj ! – krzyknęła Bonnie, która podziwiała jakąś fioletową bluzkę. – Co chciał ?
Bluzka, która oglądała Bonnie
- Pytał, kiedy wracamy – wyjaśniła, próbując kremowe sandały.
- Czy, kiedy ty wracasz ? – dociekałam podejrzliwie.
Elena kiwnęła twierdząco głową, pakując buty do koszyka. Klasnęłam w dłonie, siadając obok przyjaciółki.
- Chce cię zaprosić na kolację i zawieźć cię tam na białym koniu !? – zaśmiałam się, widząc wyraz twarzy Eleny.
- Caro ! – skarciła mnie kobieta.
- No tak. Wybacz, na czarnym – rzuciłam , znowu wybuchając śmiechem razem z Bonnie.
- Daj jej wytłumaczyć, Forbes ! – powiedziała mulatka, nadal się śmiejąc.
Elena spuściła głowę i zaczęła bawić się dłońmi.
- No, bo … - zaczęła niepewnie. – Bo my tak jakby … jesteśmy razem – wydusiła z siebie w końcu, a ja pisnęłam cicho, przytulając ją. Bonnie zrobiła to samo i także rzuciła jej się na szyję.
- Wiedziałam, ze to się kiedyś stanie ! – krzyknęłam.
- Oj, Caroline. Mam nadzieję, że to samo niedługo usłyszę od ciebie, ale o Stefanie – rzekła Elena, podchodząc do kasy ze swoim koszykiem.
- Ja też – odpowiedziałam szczerze, uśmiechając się do niej promiennie. Gdy zapłaciłyśmy za swoje zakupy Bonnie poodwoziła nas do swoich domów.
- Musimy to kiedyś powtórzyć ! – powiedziałam na pożegnanie.

- Koniecznie. Pa, pa Care ! – rzuciła Bonnie i odjechała. To był naprawdę niesamowity dzień. Zmęczona udałam się na górę do swojego pokoju. W głowie nadal miałam słowa Eleny o Stefanie. Może rzeczywiście nie wszystko stracone … 

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 16

Damon :

- A więc … - zaczęła Caroline, spoglądając na podpunkty zamieszczone na liście. – Naszym pierwszym zadaniem będzie dobranie się w pary do pierwszego zadania. Każdy wylosuje sobie partnerkę, gdzie będzie też zapisane jakie mają zadanie do spełnienia.  - dokończyła blondynka, wyciągając jakieś losy.
- Mam nadzieję, że to my będziemy jedną z par, Eleno Gilbert – wyszeptałem do ucha brunetki zmysłowym głosem. Dziewczyna zachichotała, przyglądając się wesołej wampirzycy rozdającej jakieś karteczki chłopakom. Teraz przyszła moja kolej. Wyciągnąłem z woreczka ostatni los, po czym spojrzałem na Elenę, stojącą obok mnie. Posłałem jej uwodzicielski uśmiech, zbliżając do niej.
- Obyś to była to, bo inaczej wypisuję się z tej zabawy – odparłem, udawając  zrezygnowanie i teatralnie kręcąc głową, co wywołało u brunetki rozbawienie.
- Teraz chłopaki przeczytają swoje losy. Przynajmniej jesteśmy pewni, że nikomu nie zabraknie partnera– rzekła Caro, wchodząc do naszego rzędu i zatrzymując się przy Stefanie. Młody Gilbert zaczął czytać jako pierwszy.
- Mary Salvatore – powiedział, uśmiechając się.
- Przeczytaj zadanie – wtrąciła się Forbes.
- Musicie iść na najbliższy most w Mistic Falls, zatańczyć na nim romantyczny taniec i na sam koniec zrobić sobie parę zdjęć na dowód, że wykonaliście zadanie – dokończył, niedowierzając. Mary wybuchła głośnym śmiechem, podchodząc do niego. Klaus chyba nie był zachwycony, ale starał się tego tak nie okazywać.
- Caroline– przeczytał Stefan, zmuszając się na lekki uśmiech w stronę blondynki, na co ona od razu rozpromieniła się jeszcze bardziej. Na moją twarz wstąpił złowieszczy uśmiech, który posłałem Stefanowi. Mam coraz większe szansę na Elenę.
- Ta para ma za zadanie narysować na drodze serduszka, w których napiszą swoje imiona – dokończył Stef i otworzył szerzej oczy. Caroline uśmiechnęła się promiennie do mojego brata. Wiedziałem, że chciałby być z brunetką, która znajdowała się koło mnie, ale szczerze mnie to nie obchodziło. Niech się przyzwyczai, że ze mną nigdy nie wygra.
- Teraz ja – zgłosił się Klaus, otwierając swojego losa. – Bonnie.
Gdy tylko to usłyszałem mój wzrok automatycznie przeszedł na Elenę.
- Już nie mogę się doczekać – wymruczałem jej do ucha z zalotnym uśmiechem.
- Ja również – pokiwała głową, naśladując mój głos i uśmiech.
- Chodzi o to, by pozamieniać się swoimi ubraniami oraz chodzić po drodze przytulając się do siebie – Klaus odczytał tekst, spoglądając z niedowierzaniem na Caroline, która była z tego powodu usatysfakcjonowana. Robi się coraz ciekawiej …
- Caro ! – krzyknęła Bonnie.
- No co ? Nie mówiłam, że będzie łatwo – dodała z uśmiechem blondynka, przenosząc swój wzrok na mnie, a później na Elenę.
- Para  zadaje sobie pięć pytań, na które muszą szczerze odpowiedzieć. Pytania te muszą dotyczyć ich znajomości – odczytałem, uśmiechając się szelmowsko w stronę Gilbert.
- No, więc znamy swoje zadania ! Spotkamy się tutaj za 15 min. – zdecydowała Caroline. – Powodzenia ! – zawołała i razem ze Stefanem ulotniła się z pensjonatu. To samo zrobili Jeremy z Mary oraz Klaus i Bonnie, który musieli się jeszcze przebrać. Kiedy zobaczyliśmy ich z Eleną w pozamienianych strojach oboje parsknęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- No bardzo śmieszne – odparł zirytowany mieszaniec.
- Dlaczego ? Do twarzy ci w niebieskim – skomentowałem złośliwie, nie przestając się śmiać.
Poczekaliśmy aż opuszczą rezydencję po czym usiedliśmy oboje na kanapie, pijąc whisky.
- No, więc Eleno … - zacząłem poważnie.
- Proszę, miej litość – jęknęła błagalnie brunetka.
- Nawet nie zamierzałem – odparłem, uśmiechając się złośliwie. Brunetka westchnęła, upijając łyk alkoholu.
- Co najbardziej ci się we mnie podoba ? – zapytałem.
- Hmm – wymruczała Elena. – Oczy, ruchy, charakter, uśmiech i to, że jesteś bardzo przystojny ? – odparła wampirzyca z udawanym zastanowieniem.
- Wiedziałem, że ci się podobam – wyszeptałem do jej ucha, przybliżając się do jej szyi.
- Teraz ja zadaje pytanie – pogroziła mi palcem i odepchnęła od siebie.
- Jaką cechę lubisz we mnie najbardziej ? – spytała zaciekawiona.
- Świetnie całujesz, złotko – odpowiedziałem i puściłem jej oczko. Dziewczyna momentalnie się zarumieniła, spuszczając głowę w dół.
- Kogo wolisz. Mnie czy Stefana ? – spytałem podejrzliwie.
- Przecież wiesz, że ciebie – zaśmiała się.
- Wolałem to od ciebie usłyszeć i się upewnić – odpowiedziałem jej.
- No okej … - zaczęła. – Teraz ja.
- Dlaczego jesteś pokłócony ze Stefanem ?
- Katherine – wyjaśniłem. – Potem jakoś nie mogliśmy znaleźć wspólnego języka. Zrobił się upierdliwy i nudny – dodałem po chwili. Dziewczyna zaśmiała się i kolejny raz upiła łyk złotego płyny. Ja także kończyłem swoją porcję.
- Ale to chyba nie było pytanie dotyczące naszej znajomości – zauważyłem.
- Nie byłoby póki nie zacząłeś się kłócić ze Stefanem kto ma ze mną tańczyć – odparła rozbawiona. Wypiła dopiero parę mocniejszych drinków, a już była trochę wstawiona.
- Ostatnie pytanie jest moje ! – wypaliłem i dotknąłem jej ramienia.
- Czy ty też uważasz, że jestem taki gorący i seksowny ? – spytałem uwodzicielskim  głosem.
- Bardzo – wymruczała brunetka, biorąc w dłonie moją twarz. Czułem na szyi jej ciepły oddech, który zdążył się już przyśpieszyć, tak samo jak mój. Objąłem ją w tali, przyciągając jeszcze bliżej. Kiedy już mieliśmy złączyć ze sobą nasze usta do salonu weszli Mary oraz młody Gilbert. Elena szybko się ode mnie odsunęła, gwałtownie nabierając powietrza do płuc.
- Przepraszamy. Wiemy, że jesteśmy przed czasem – wydukała Mary.
- Nic się nie stało … - zaczęła niepewnie Elena. – My tylko …
- Kończyliśmy zadanie – dodałem szybko, posyłając jej lekki uśmiech, która ta odwzajemniła.
- A wam jak poszło ? – zapytała Elena, której oddech wrócił już do normy.
- Bardzo dobrze. Mamy zdjęcie – rzekł z uśmiechem Jeremy, który spoglądał co chwilę na mnie i na swoją siostrę.
Po chwili w pomieszczeniu byli już Bonnie, Klaus, Stefan i Caroline. Blondynka oglądnęła zdjęcia zrobione przez Mary i Jeremiego. Pierwotny również chciał się z nimi zapoznać, ale nie dostał szansy.

Elena :

- Następne zadanie !  - krzyknęła Caroline, stając przed nami.
- Tym razem dziewczyny wybierają sobie partnerów – rozkazała. – Eleno, podejdziesz do swojego faworyta ?
Pokiwałam twierdząco głową, kierując się w stronę braci Salvatore. Nie chciałam ranić Stefana, ale kiedy zobaczyłam jego minę, gdy stanęłam obok Damona naprawdę już nie wiedziałam o co w tym chodzi. To prawda, że go lubiłam i był moim przyjacielem, ale nic więcej. Czarnowłosy posłał mi szelmowski uśmiech, który odwzajemniłam. Caroline posłała mi z resztą dziewczyn znaczące spojrzenie, uśmiechając się złośliwie.
- Teraz ja – zaproponowała blondynka, idąc w stronę Stefana. Jestem pewna, że nie chciała, aby ktoś zrobił to przed nią. Następnie wybierała Bonnie, która wybrała Jera, a Mary Klausa.
- Tym razem pobawimy się w poszukiwaczy skarbów. Jest to rywalizacja, ale też dobra zabawa. W pensjonacie ukryłam cztery, kolorowe pudełka. Każda para zostanie przydzielona do innej części domu. Bonnie i Jer idziecie na piwnicy – rozkazała, przenosząc swój wzrok na nich. Oboje pokiwali zgodnie głową.
- Kluas, Mary wy pójdziecie na strych, dobrze ? – spytała nieco niepewnie Caro.
- Pewnie – odpowiedział śmiało Klaus.
- Elena i Damon. Wy zajmiecie górę – zdecydowała.
- Całe górne piętro ? – zapytałam z niedowierzaniem, wtrącając się w jej słowo.
- Tylko sypialnie po prawej stronie – dokończyła z uśmiechem, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Za to my ze Stefanem będziemy szukać w salonie – rzekła podekscytowana.
- Chwila, ale czy nie ty je ukrywałaś ? – wtrącił się Damon. – Będziesz wiedziała gdzie jest.
- Tym zajęłam się ja – dodała Mary. Damon pokiwał głową, opierając się o komodę.
- Kto pierwszy znajdzie skarb niech stawi się w salonie i niech nawet nie próbuje otwierać otworzyć go przed czasem ! – zagroziła ostro.
Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Ja także pociągnęłam czarnowłosego za rękę, aby udał się ze mną na górę.
- Zaczynamy ! – pisnęłam radośnie, wchodząc do jednej z wielu pięknie urządzonych pokoi.
Najpierw sprawdziłam pod łóżkiem, a następnie zaczęłam przeszukiwać szafki.
- Dostaniemy w ogóle coś za to ? – spytał Damon, opornie podchodząc do komody, zaglądając do niej.
- Jeśli wygramy, a ty na razie nie pomagasz – stwierdziłam rozbawiona, kierując się do następnego pomieszczenia. Niebieskooki podążył za mną.
- A kto teraz grzebie w tej szafie !? – jęknął zrezygnowany, przerzucając różne rzeczy, które się w niej znajdowały.
- No nie mów, że ty – zaczęłam się z nim droczyć.
Salvatore parsknął z niedowierzaniem, podchodząc bardzo blisko mnie. Delikatnie się odsunęłam, tym samym wpadając na pobliską ścianę.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja chciałabym to znaleźć – odparłam, nerwowo przeczesując ręką włosy.
- A ja chciałbym cię w końcu pocałować – odpowiedział obojętnie.
- Przyjaciele się całują ? – spytałam, udając oburzenie.
- Możemy być bardzo dobrymi przyjaciółmi – odpowiedział, dając nacisk na słowo „bardzo”
- Szukaj ! – rozkazałam, czując, że zaraz mogę mu naprawdę ulegnąć.
Chłopak uśmiechnął się szelmowsko, zmierzając do następnej sypialni. Tam także nic nie znaleźliśmy.
- Ona na serio je gdzieś tutaj schowała czy sobie z nas jaja robi !? – fuknął zirytowany, kiedy opuściliśmy kolejną sypialnię bez niczego.
- Została jeszcze jedna. Tam coś będzie – stwierdziłam.
- Oby ! – fuknął, wchodząc ze mną do pokoju.
Tradycyjnie zabrałam się za komody, a Damon zmierzył się z szukaniem czegoś w szafie. Zaraz po bezcelowym przeglądaniu zawartości półek, zerknęłam pod łóżko.
- Masz coś ? – zawołałam spod ogromnego łóżka.
- Nie – odpowiedział mężczyzna, zamykając mebel.
- Albo tak – zmienił niepewnie zdanie. Prędko wyskoczyłam spod łóżka, w skutek czego uderzyłam się w głowę.
- Aaauć ! – syknęłam, rozmasowując obolałe miejsce. Wampir zaśmiał się, ukazując mi jakieś kolorowe pudełko.
- Aż takie to śmieszne !? – rzuciłam gorzko.
- Bardzo – odpowiedział, śmiejąc się. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, ponieważ zamknął moje usta namiętnym pocałunkiem, oplatając mnie w pasie. Przyciągnął mnie do siebie bliżej, gładząc moje plecy. Po chwili niepewnie oddałam pocałunek, który zaczął przeistaczać się w coraz bardziej namiętny z mojej strony. Nie zostawałam mu dłużej dłużna, ponieważ wplotłam palce w jego włosy, napierając na jego usta jeszcze mocnej, jakbym się  bałą, że może ode mnie uciec. Niechętnie się od niego oderwałam, kiedy dotarło do mnie, ze musimy zejść na dół.
- Co to było ? – spytałam z uśmiechem, próbując opanować przyśpieszony oddech. Gwałtownie nabrałam powietrza do płuc, przeczesując włosy.
- Przyjacielski gest, który oddałaś  –stwierdził, puszczając mi oczko. Pokiwałam głową z niedowierzaniem, schodząc z nim na dół do salonu, gdzie czekała na ans już Caroline i Stefan.
- Znaleźliście ? – spytałam, siadając obok mojej przyjaciółki.
- Zgadza się – odpowiedziała dumnie.
Zaraz potem dołączyli do nas Bonnie, Jer, mary oraz Klaus, który miał na sobie parę pajęczyn. Roześmiana Mary usiadła obok mnie, zakładając nogę na nogę.
- Macie bardzo dużo strych – stwierdził Klaus, strzepując z siebie pozostałe, klejące sieci. Wszyscy zachichotali na ten widok, po czym Caroline kolejny raz tego wieczoru zabrała głos.
- Brawo ! Wszyscy znaleźli swoje skarby. Teraz pora je otworzyć – pisnęła wesoło.
Wszyscy otworzyli swoje pudełka, wyciągając z nich butelki alkoholu, gdzie przeważała złota whisky.
- Takie wynagrodzenie mi się podoba – rzucił usatysfakcjonowany Damon, zabierając mi szklany przedmiot.
Pokiwałam głową z niedowierzaniem, uśmiechając się promiennie.
- Dopiero teraz zaczyna się zabawa – dodał Klaus, nalewając wszystkim do szklanek złotego płynu.
- Zdrowie ! – krzyknęli wszyscy, równocześnie opróżniając zawartość szklanek.
- Bawimy się, kochani ! – zawołała radośnie Bonnie.
- Mary gdzie jest Suzie ? – spytałam znienacka.
- Mama Caroline nam pomogła – wyjaśniła, spoglądając na blondynkę. – Została wtajemniczona i postanowiła, że zajmie się dziś malutką.
Pokiwałam głową, wypijając następną kolejkę. Nagle usłyszeliśmy głośny odgłos spadającego szkła. Dostrzegłam, że moja szklanka leży na ziemi, a raczej to co z niej zostało, czyli miliony kawałeczków szkła.
- Sorry, Elena – usłyszałam nad sobą znajomy głos.
- Jer ! – krzyknęłam, zrywając się na równe nogi.
- Przepraszam, ok. ? – rzucił obojętnie. – Nie zauważyłem.
- Okej. Nic się nie stało – dodałam nieco ciszej. Doszłam do wniosku, że ostatnio za często kłócę się za bratem, ale czasem nie można inaczej.
Mary szybko pomogła mi pozbyć się odłamków z podłogi, a ja skierowałam się do kuchni, aby zabrać sobie z niej jakąś literatkę i przy okazji sok, o który prosiła Bonnie.
- No proszę, proszę – usłyszałam za sobą kobiecy głos. – A mnie już nikt nie zaprosi na imprezę ? – dodała urażona.
- Nie wiem czego znowu chcesz, ale wypad  stąd Katherine ! – fuknęłam, zakładając ręce na piersi.
- Nie gorączkuj się tak, kochana, bo ci żyłka pęknie – rzuciła złośliwie, podchodząc do pojemnika z nożami.
- Nie mam zamiaru tracić na ciebie czasu, więc radzę znajdź sobie jakieś hobby – odcięłam się w odpowiedzi.
- Zostanę przy dręczeniu cię – zdecydowała obojętnie. – To bardzo zabawne doświadczenie – dodała, uśmiechając się kpiąco. Nim zdążyłam się zorientować z wampirze szybkością oraz siła rzuciła we mnie nożem. W porę zrobiłam unik przez co wylądował on wbity w jakąś szafkę, robiąc wystarczająco dużo hałasu, by ktoś mógł to usłyszeć. Tak jak się spodziewałam do kuchni wparował zaciekawiony Stefan. Gdy tylko zobaczył naszego gościa na jego twarz wstąpił grymas złości.
- Stefan ! Tęskniłam – odparła uwodzicielsko Pierce.
- Katherine – fuknął zniesmaczony blondyn, rozglądając się po pomieszczeniu. Jego uwagę przykuł ostry nóż wbity w szafkę.
- To tak na pamiątkę – rzuciła obojętnie Katherine.
- To też tak na pamiątkę – warknął czarnowłosy, skręcając kark brunetce.
- Nic ci nie jest ? – spytał opiekuńczo Stefan, podchodząc do mnie.
- Jestem cała – uspokoiłam go, uśmiechając się.
- Na pewno ? – spytał ponownie Damon, odgarniając pojedynczy lok, z mojej twarzy.
- Na pewno – pokiwałam twierdząco głową, posyłając mu promienny uśmiech. Podobało mi się, że tak się o mnie troszczy.
- Wracajmy – powiedział  końcu przygnębiony Stefan.

***

Nawet nie byłam w stanie stwierdzić, który piję już drink, ponieważ zdążyłam skonsumować ich już sporo. Wszyscy nasi znajomi byli pochłonięci zabawą.  Można uznać, że cała imprezę przetańczyłam z Damonem nie wliczając tego, że raz tańczyłam z Klausem i dwa razy ze Stefanem.
- Taka śliczna, a siedzi taka sama – rzekł czarnowłosy, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Chyba musisz temu zaradzić – zachichotałam, przenosząc wzrok na mężczyznę. Znowu nie mogłam oderwać przestać patrzeć na jgo przystojną twarz. Było w nim coś co mnie hipnotyzowało. Sama jego obecność przy mnie była bardzo przyjemnym uczuciem. Czarnowłosy podał mi dłoń, którą szybko ujęłam oraz wyprowadził mnie na zewnątrz.
- Świeże powietrze – wyszeptałam, wciągając go trochę do płuc.
Ze środka było nawet słychać piosenkę, która aktualnie wypełniła cały pensjonat.  Zarzuciłam Damonowi ręce na szyję, a on objął mnie w tali po czym zaczęliśmy się delikatnie kołysać w rytm piosenki. Przez chwilę wpatrywałam się w jego niebieski oczy, szukając w nich jakiejś emocji.
- Co z Katherine ? – spytałam, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Stefan się nią zajął. Przepraszam, że musisz ją znosić. To moja wina, że teraz cię zacznie męczyć – wydukał przepraszającym tonem głosu.
- To nie jest twoja wina ! – jęknęłam, biorąc jego twarz w dłonie.
- Eleno. Gdyby nie ja może nawet byś jej nie poznała ! – westchnął.
- Myślisz, że to byłoby dla mnie lepsze !? – spytałam z wyrzutem.
- Nie musiałabyś tego wszystkiego znosić ! – fuknął.
- Super … - wyszeptałam, łapiąc się za głowę.
- O co chodzi ? – spytał łagodniej.
- Chcesz wiedzieć !? Proszę bardzo ! – warknęłam zirytowana. – Fajnie, że tak mówisz, bo dopiero parę minut temu dziękowałam Bogu, że cię poznałam, dziękowałam za to co się ze mną dzieję, kiedy jestem przy tobie, za każdy dzień spędzony razem z tobą na tych wakacjach i za to, że nie wiem jakim cudem, ale cholernie się w tobie zakochałam ! – jęknęłam z wyrzutem.
Damon stał jak wryty, a z jego twarzy można było wyczytać bardzo wiele emocji. Ulga, zdezorientowanie ? Sama nie wiedziałam, jak to rozumieć.
- Właśnie to zrozumiałam dzięki Katherine ! – jęknęłam, podchodząc do niego bliżej.
Czarnowłosy pogładził mnie po policzku, zbliżając się do mnie coraz bardziej. Nie zamierzałam się cofać. Złapałam jego twarz w moje dłonie, zatracając się w jego oczach. Po chwili mój wzrok zjechał na jego usta. Nie wahając się dłużej gwałtownie wpiłam się w jego usta. Damon pogłębił pocałunek z podwójną namiętnością, Wplotłam palce w jego włosy, przygryzając jego dolną wargę. Czarnowłoso mruknął z zadowolenia, popychając mnie na drzewo. Oplotła go nogami w pasie, a jego dłonie zjechały na moje pośladki. Niechętnie się od niego oderwałam, próbując złapać oddech.
- Kocham cię – wyszeptałam niepewnie. Damon uśmiechnął się do mnie jednym z jego najpiękniejszym uśmiechów.

- Ja ciebie też, Eleno Gilbert – odpowiedział, ponownie wpijając się w moje usta.  

Rozdział dedykuję ILoveDamon and Mary Jane Varien <33  
Pozdrawiam wszystkich czytelników oraz jeśli ktoś to jeszcze czyta prosiłabym o zostawienia komentarzy. Mogę one zawierać nawet jedno zdanie, ale każdy taki komentarz to dla mnie ogromna motywacja ! :) 
Pozdrawiam :**

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 15

Avril :
Bezszelestnie dostałam się do środka pensjonatu. Wcale nie zamierzałam odpuścić Mary ani jej dziecku. Nie musiałam mieć zaproszenia, ponieważ już kiedyś tutaj byłam. Ku mojemu zaskoczeniu w salonie nikogo nie było. Tym lepiej dla mnie. Porozglądałam się po całym pomieszczeniu, by lepiej upewnić się, że jestem w nim sama. Niezauważalnie, w wampirzym tempie przedostałam się do sypialni Klausa i Salvatore. Stanęłam przed drzwiami nasłuchując dźwięków wydobywających się ze środka. Było tam całkowicie cicho. Pustka. Dziwne … Pewnym ruchem otworzyłam drzwi tym samym, wchodząc do środka pokoju. Nie było tam ani Mary ani też Klausa. Za to znajdowało się tam coś, co było dużo ważniejsze dla mnie. W małym łóżeczku spał noworodek.
- Macie  ładną córeczkę – powiedziałam, obracając się w stronę Klausa, który stał  w drzwiach wejściowych do pomieszczenia.  Twarz mężczyzny wykrzywił grymas złości.
- Tylko po to przyszłaś !? – fuknął w moją stronę.
Zaśmiałam się prowokacyjnie, podchodząc bliżej łóżeczka. 
- Masz rację – powiedziałam cicho, przenosząc wzrok na noworodka. Nagle usłyszałam głośną szarpaninę z tyłu. Moim oczom ukazał się Sam i jego ludzie, którzy skutecznie unieruchomili Klausa. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Samem, uśmiechając się przebiegle.
- Nie tylko po to – dodałam odważnie.
Gdy pierwotny zorientował się co zamierzam zrobić, zaczął się jeszcze bardziej jeden z wampirów wstrzyknął mu dużą ilość werbeny. Mikealson powoli opadł osłabiony na ziemię. W jeden chwili wyciągnęłam kołek z torebki, mierząc nim w śpiące dziecko. Popatrzyłam ostatni raz na tą istotę, zastanawiając się czy to jedyny sposób zemsty. Przecież ono nie było niczemu winne, ale jeśli tylko tak mogłam uprzykrzyć im życie … Nie mam wyboru. Wzięłam mocny zamach, kiedy dziecko nagle gwałtownie się rozpłakało. Nie zwlekając dłużej zniżyłam kołek, celując nim prosto w serce dziecka.
- Zostaw. Moje. Dziecko ! – warknął dobrze znany mi głos, akcentując każde słowo. W sekundzie zostałam brutalnie złapana za szyję, nie mogąc złapać oddechu. Poczułam głośny trzask kości i ból w szyi. Potem była już tylko ciemność …
 
Damon :
W jednej sekundzie skręciłem kark dwóm wampirom, które trzymały Klausa.  Podniosłem hybrydę z ziemi, przyglądając się walce przede mną. Pierwotny pomału dochodził do siebie, wstając i poprawiając potarganą kurtkę. Nagle Vivien opadła bezwładnie na ziemię. Klaus w jeden chwili otworzył szerzej oczy, podchodząc bliżej kobiety. Pogłaskał ją czule po policzku, a zaraz potem mocno ją do siebie przytulił.
- Mary … - wydukał.
- Jestem tutaj – odpowiedziała wzruszonym głosem brunetka, próbując opanować drżenie rąk.
Kiedy się od siebie oderwali ja także podszedłem i do mojej siostry, zamykając ją w żelaznym uścisku.
- Dobrze, że wróciłaś, ale mianowicie jak to się stało ? – zapytałem z uśmiechem na twarzy, wypuszczając ją z moich objęć.
- Po prostu się obudziłam. Zaraz po tym, jak moje życie zaczęło migać mi przed oczami – odrzekła zdezorientowana.
- Ważne, że jesteś teraz i tutaj – dodał Klaus, składając na ustach Mary delikatny pocałunek.
Niespodziewanie w pokoju rozległ się dobrze znany nam już płacz. Wampirzyca oderwała się od swojego chłopaka, podchodząc do kołyski. Wzięła na ręce dziewczynkę, pieszczotliwie tuląc ją do siebie.
- Jest piękna – wydukała oczarowana brunetka, spoglądając po kolei na Klausa, jak i na mnie.
- Tak jak jej mama – dodał pierwotny, obejmując z tyłu Mary.
- Co z nią zrobimy ? – zapytałem po chwili, wskazując na ciało dziewczyny, leżące na ziemi.
- Zabić – odparł bez namysłu Klaus.
- Wiem, że może ci się to nie spodobać, ale chce jej uświadomić parę  rzeczy – powiedziała Mary, odkładając śpiącego noworodka do łóżeczka. – i nie przyjmuję sprzeciwy – dodała poważniej, uśmiechając się, kiedy Klaus chciał wtrącić się jej w słowo.
- Tak jak wtedy, gdy chciała cię zabić !? – fuknąłem, niedowierzając, że moja siostra może być tak naiwna.
- Zgadzam się z nim Mary. Jeśli próbowała zrobić to wcześniej, teraz także się nie zawaha – poparł mnie Klaus.
- Nawet wy przeciwko mnie !? – zapytała z wyrzutem.
- Nie jesteśmy przeciwko tobie ! – warknąłem. – Po prostu nie chcemy cię stracić kolejny raz !
- Nic mi się nie stanie – powiedziała spokojniej kobiety, spuszczając głowę w duł. – Jeśli napije się troszkę werbeny na pewno nic mi się nie stanie.


****

Drzwi do pensjonatu zostały gwałtownie otwarte, a do środka wkroczyły trzy przyjaciółki.
 - Gdzie ona jest !? – spytała spanikowana Caroline, spoglądając na mnie wyczekująco. Koło niej stałą zdezorientowana Bonnie i smutna Elena. Dziewczyna obrzuciła mnie współczującym spojrzeniem, przytulając do siebie roztrzęsioną blondynkę.
- Kto ? – zapytała wesoło Mary, wchodząc do pomieszczenia.
- Mary ! – krzyknęła radośnie Elena, wpadając w ramiona brunetki. Kobieta momentalnie odwzajemniła uścick, okręcając się z Eleną wokół własnej osi.
- Chwila, chwila ! – fuknęła zdziwiona Caroline, widząc całe zajście. – O co tu chodzi !? Przecież ty podobno … - zaczęła niepewnie, spoglądając na Mary.
- Zmartwychwstałam – odpowiedziała obojętnie Mary jakby to było coś normalnego.
- Aha … - wydukała Bonnie.
- Ale jak to ? – Forbes zadała kolejne pytanie.
- Nie mam pojęcia. To było jak retrospekcja całego mojego życia – rzekła radośnie brunetka, ściskając Caroline i Bonnie. – Cieszę się, że tu jesteście.
- My też się cieszymy – dodała Elena, stając obok mnie.
Mary posłała mi znaczące spojrzenie, uśmiechając się promiennie.
- Zdecydowaliście już jak będzie nazywała się malutka ? – spytała ciekawa Bonnie.
- Czyli to dziewczynkaaa ! – pisnęła przeciągle Caroline, klaskając w dłonie. Mary pokiwała twierdząco głową, przenosząc wzrok na swojego partnera.
- Może Suzie ? – spytała, radośnie kobieta.
-Ładne – stwierdził Klaus, obejmując ją.
-Potwierdzam – powiedział Stefan, stojący oparty o framugę drzwi. Wszyscy pokiwaliśmy zgonie głową.
- Czyli gratulujemy wam, małej Suzie ! – krzyknęła wesoło Gilbertówna.
- Dziękujemy – odparli równocześnie.
- Musimy to uczcić ! – pisnęła Caro.
- Obowiązkowo ! – dodałem, uśmiechając się. Mary odwzajemniła mój gest, spoglądając po kolei na każdego z nas.
- Jesteście kochani  - powiedziała Mary, kiedy pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
- Ej ! Nie płaczemy teraz – powiedział do niej Klaus.
- Po prostu jestem wzruszona – wydukała cicho.
Blondynka ukazała śnieżno-białe zęby w uśmiechu, wstając z kanapy.
- Czas przygotowywać przyjęcie ! – krzyknęła podekscytowana.


Elena : 
Przygotowywałam się właśnie do imprezy w jednym z pokoi, w pensjonacie, kiedy w pomieszczeniu rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę –zawołałam uprzejmie.
- Nie przeszkadzam ? – usłyszałam wesoły ton głosu blondyna.
- Oczywiście, że nie, Stefanie – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Chciałbym ci podziękować za wszystko co dla nas ostatnio robisz – odparł. – I przeprosić za to co musiałaś znosić przez Katherine – dodał, spuszczając wzrok.
- Nie masz mnie za co przepraszać, naprawdę ! – wyjaśniła przekonywującym głosem.
Na twarz Salvatora od razu wstąpił serdeczny uśmiech.
- Ciszę się, że to rozumiesz – rzekł ciszej.
- Mam nadzieję, że będę mógł skraść ci jeden taniec na imprezie ? – zapytał śmiało.
- Nawet dwa – odpowiedziałam, chichocząc.
- Z tego też się cieszę, panno Gilbert – dodał, kłaniając się teatralnie.
Kiwnęłam niepewnie głową, nie pozwalając, aby uśmiech zszedł z mojej twarzy. Blondyn powoli opuścił mój pokój, zostawiając mnie samą. Dziwnie się poczułam. Założę się, że nie raz kłaniał się tak przed Pierce. Może on widział we mnie tylko tę wampirzycę ? A Damon ? Co ze starszym Slvatorem ? Co z uczuciem, kiedy przy nim jestem ? Mianowicie, że przestaję myśleć o całym świecie ? Czy to mogło coś znaczyć ? Ten moment, gdy mnie dotyka … Jakby czas stawał w miejscu, a mój rozum przestawał funkcjonować razem z nim. Postanowiła dać sobie trochę odpoczynku od wszystkiego, więc udałam się pod gorący prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele, dzięki czemu mogłam łato się odprężyć. Wtarłam w swoje ciało olejek o zapachu truskawek, rozkoszując się jego zapachem. 
Po zakończonym prysznicu ubrałam się we wcześniej wybrany strój.
Postanowiłam pofalować włosy, więc po chwili na mojej głowie widniała burza olśniewających loków. Tym razem zrobiłam mocniejszy makijaż, który pasował do niektórych dodatków mojego stroju.
Gotowa zeszłam na dół, gdzie czekały na mnie już moje przyjaciółki razem  braćmi Salvatore oraz Klausem.
Dziewczyny prezentowały się genialnie.
Sukienka Bonnie była w jednym z jej ulubionych kolorów. Idealnie pasowała do jej szczupłej figury.
Zaś Caroline jak zawsze musiała zaszaleć i także wyglądała zjawiskowo. Pamiętam nawet, jak pokazywała mi tę sukienkę, kiedy ją kupiła.
- Eleno, ślicznie wyglądasz ! – krzyknęły równocześnie.
- Dziękuję, wy także – odpowiedziałam szczerze.
- Zgadzam się z nimi – dobiegł mnie aksamitny głos z tyłu. Na mojej twarzy momentalnie wstąpił promienny uśmiech.
- Ty również – obrzuciłam starszego Salwatora spojrzeniem. Czarnowłosy odwzajemnił uśmiech, podchodząc bliżej mnie.
- Mam nadzieję, że już nie jesteś na mnie obrażona ? – spytał po chwili.
Pokiwałam przecząco głową na znak, że nie jestem , kiedy nagle do salonu weszła Mary. Jej sukienka była bardzo elegancka. 
- Czyli możemy zaczynać imprezę ? – spytała radośnie Caroline.
- Zgadza się – odpowiedziała wesoła Mary.
Po chwili w całym salonie usłyszeliśmy jakąś głośną piosenkę. Caroline podeszła do Stefana z chęcią poproszenia go do tańca. Razem wyglądali naprawdę uroczo.
- Bonnie ! Dzwoń do Jeremiego ! – rozkazałam poważnie, gdy zauważyłam, że dziewczyna nie za z kim tańczyć.
- On tutaj nikogo nie zna  -  powiedziała cicho.
-Trudno ! Przedstawimy go ! – jęknęłam. – Nie masz pary.
- Okej – odpuściła wreszcie. – Zadzwonię do niego.
Klasnęłam w dłonie z radości. Wiedziała, że Bonnie i Jer dobrze się dogadują i są dobrymi przyjaciółmi, dlatego też nie wiedziałam dlaczego nie chcą być ze sobą.
- Mogę prosić do tańca ? – usłyszałem dobrze znany mi głos i poczułam jak mężczyzna robi ze mną obrót.
- Z chęcią – odparłam, rumieniąc się.
Damon odgarnął jeden lok, opadający na moją twarz, sprawiając przy tym, że całe moje ciało przeszedł dreszcz przyjemności.
- Wspominałem już, że pięknie wyglądasz ? – spytał, udając zamyślenie.
- Chyba coś mówiłeś – odpowiedziałam, chichocząc.
Salvatore obdarował mnie jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów i zrobił ze mną obrót. Tym samym zatrzymałam się na jego torsie. Podniosłam wyżej głowę, wpatrując się w jego niebieskie oczy, które niemal mnie hipnotyzowały. Czarnowłosy objął mnie w tali , przyciągając jeszcze bliżej. Zamknęłam oczy, pozwalając, aby nasze oddechy wymieszały się ze sobą. Nasze twarze dzieliły zaledwie milimetry. Nagle usłyszeliśmy za sobą głośne odchrząknięcie. Gwałtownie odwróciłam się w drugą stronę jakbym chciała pokazać, że do niczego by nie doszło.
- Mam zarezerwowane dwa tańce, pamiętasz ? – spytał uprzejmie Stefan, posyłając swojemu bratu spojrzenie przepełnione złością. Damon zignorował ten gest, obejmując mnie w tali.
- Tak się składa, że Elena tańczyła teraz ze mną. Bądź bardziej cierpliwy Stef – odpowiedział zirytowany.  
- Tak się składa, że piosenka się już skończyła – odpowiedział złośliwie blondyn.
- Ale my nie skończyliśmy ! – warknął Damon, odciągając mnie od młodszego Salvatora.
Zaśmiałam się, zawieszając ręce na szyi mężczyzny.
- Obiecałam mu – powiedziałam cicho. Nie chciałam kończyć tańca z Damonem, ale domyślam się jak mógł poczuć się Stefan.
- Trudno. Poczeka – odrzekł obojętnie Damon, patrząc prosto w moje oczy. – Poza tym widzę, że nie chcesz tam iść.
- Znowu to robisz – stwierdziłam, czując jak moje policzki się rumienią.
- Co robię ? – zaśmiał się wampir, przyciągając mnie do siebie.
- Mieszasz mi w głowie – odpowiedziałam poważnie.
- Cieszę się, że tak na ciebie działam – powiedział, uśmiechając się uwodzicielsko. – Mam nadzieję, że mi pozwolisz na więcej tańców niż tylko dwa ?
- Oczywiście – odpowiedziałam, kiwając głową. Damon wypuścił mnie ze swoich objęć, prowadząc do Stefana.
- Tylko nie za długo – fuknął w jego stronę. Stefan westchnął głośno, uśmiechając się do mnie.
Odprowadziłam go wzrokiem, tym samym zauważając, że zatrzymał się przy barku z alkoholem.
- Łączy cię coś z Damonem ? – zapytał nagle. – Przepraszam, że tak pytam, ale widziałem was przedtem i ... – dodał zmieszany.
- Tak – odpowiedziałam bez zastanowienia. – Nie ! To znaczy jesteśmy przyjaciółmi. Właśnie w tym sensie nas coś łączy – odparłam zawstydzona.
Stefan pokiwał głową, robiąc ze mną obrót oraz oplatając mnie delikatnie w tali.
- Wyglądaliście wtedy blisko – drążył temat.
Uśmiechnęłam się nieśmiało, nie wiedząc co mam mu odpowiedzieć. Stefan odwzajemnił uśmiech, wpatrując się we mnie. Na chwilę przeniosłam wzrok na Damona, który rozmawiał o czymś z moim bratem.
- Twój brat, tak ? – spytał w końcu Stefan.
- Tak. Nie masz chyba nic przeciwko, żeby tu przebywał ? – zapytałam.
- Oczywiście, że nie – odpowiedział blondyn, dalej kołysząc się ze mną w rytm piosenki.
- Odbijamy – usłyszałam za sobą głos czarnowłosego i w sekundzie znalazłam się w jego ramionach. Stefan posłał mu spojrzenie pełne złości, po czym oddalił się od nas.
- Nie dajesz za wygraną – zaśmiałam się.
- Nigdy – wymruczał mi do ucha, obracając mnie.
Zachichotałam i złożyłam pocałunek na jego policzku.
- Za co to było ? – zapytał z uśmiechem.
- Za ten wieczór – odpowiedziałam szczerze.
- On dopiero się rozkręca, skarbie – stwierdził, obracając mną we wszystkie, kiedy piosenka zmieniła się na znacznie szybszą.
- Nie wątpię – rzekłam, starając się dotrzymać kroku mężczyźnie.
- Uwaga, uwaga ! Ciocia Caroline przemawia ! – krzyknęła Caro, stając na stoliku.
- Tradycyjnie przygotowałam kilka trudnych zadań, które będziemy musieli wykonać tego wieczora. Cieszycie się ? – krzyknęła, starając się zachować równowagę w wysokich szpilkach.
- Taak ! – odkrzyknęli wszyscy chórem.

- Więc zaczynamy ! – pisnęła blondynka, biorąc do ręki jakąś listę. Czuję, że ten wieczór będzie bardzo udany …  



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 14

Elena :
Pomieszczenie, w którym aktualnie się znajdowałam wypełniło się przeraźliwymi krzykami brunetki. Nie miałam pojęcia jak dokładnie obiera się porób, ale musiałam zaryzykować.
- Oddychaj, głęboko – nakazałam, nabierając głośno powietrza do płuc, aby ułatwić sprawę Salvatore.
Klaus nie odstępował nas nawet na krok. Starał się dodać otuchy swojej ukochanej, trzymając ją za rękę i szepcąc ciepłe słowa.   
- Zaczynamy – stwierdziłam po chwili, patrząc pytająco na kobietę. Kiedy ta pokiwała głową zrozumiałam, że nie mogę jej zawieść. Liczyła na mnie.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech, patrząc na mnie i na Klausa. Mary zaczęła wydawać z siebie głośne i rozpaczliwe krzyki. W jednej chwili stała się cała czerwona, a po jej policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy. Chwyciłam ją mocno za rękę, spoglądając na przerażonego Klausa.
- Co się dzieje !? – warknął, przenosząc wzrok na moją osobę.
- Jest wampirem. Poród może być utrudniony – wydukałam spanikowana.
- Przyj, kochana ! Spróbuj ! – krzyczałam cały czas, trzymając jej dłoń. Z gardła Mary wyszedł długi jęk, kiedy starała spełnić  się moją prośbę. Zacisnęła palce na prześcieradle, na którym leżała, kurcząc nogi. 
- Nie dam rady – wydukała rozpaczliwie, rozpłakując się gwałtownie.
- Musimy coś zrobić – fuknął głośno Klaus, podchodząc do mnie.
- Szybko ! Ono się udusi ! – panikowała Mary.
Po chwili wahania chwyciłam za ostry nóż, przypominający wyglądem skalpel. Popatrzyłam niepewnie na Klausa i na Mary, doszukując się pozwolenia w ich oczach.
- Chyba nie mamy wyjścia – zaczęłam ostrożnie.
Wampir kiwnął głową, podchodząc do ukochanej, łapiąc ją za rękę oraz głaszcząc po głowie.
- Eleno … Szybko, proszę. Nie pozwólcie mu umrzeć ! – krzyknęła przez łzy. 
- Podeszłam do dziewczyny, odsłaniając materiał, który zakrywał jej brzuch. Był cały siny. Nie zwlekając dłużej nadcięłam skórę kobiety. Ta wydała z siebie zduszony krzyk jako reakcję na moje działanie. Teraz cała pewność siebie mnie opuściła.
- Klaus … Musisz mi pomóc ! – nakazałam, oddychając niespokojnie. 
Teraz to mężczyzna przejął inicjatywę. Prędko zajęłam jego miejsce u boku Mary. 
- Jeszcze chwilę, wytrzymaj ! – krzyczałam, kiedy Mary zaczęła przymykać oczy. 
Dopiero teraz zorientowałam się, że moje dłonie są całe w krwi wampirzycy.
Nagle usłyszałam mrożący krew w żyłach gruchot … jakby kości. Chłopak był zajęty swoim zadaniem oraz cały poplamiony krwią, która rozlewała się po całym stole. Kiedy Klaus ponownie wykonał poprzednią czynność, przekręcając coś w jej brzuchu wampirzyca głośno zapiszczała, a jej krzyk był po prostu niewyobrażalnie wypełniony bólem.  
- Nie wytrzymam ! – płakała kobieta. Pogłaskałam ją po głowię, szepcąc słowa otuchy do jej ucha. 
Niespodziewanie do pokoju wpadł zdenerwowany Damon ze Stefanem. Klaus nawet nie zwrócił na nich uwagi, przegryzając coś we wnętrzu brzucha Mary, zabarwiając sobie tym samym swoją twarz na krwisty kolor. 
- Co się tu dzieje !? – warknął zdezorientowany Stefan, spoglądając na kałuże krwi, znajdujące się obok nas. 
- A nie widać !? – warknął, wyprowadzony z równowagi Klaus.
Kobieta cały czas płakała, spoglądając na mnie błagalnie jakby chciała, abym przerwała to wszystko. Nagle usłyszeliśmy głośne chrupnięcie, po czym wampirzyca głośno zapiszczała, nieświadomie zaciskając dłoń na moim ramieniu. Zaraz potem w pomieszczeniu rozległ się głośny płacz dziecka. Wampir ujął na ręce mała, zakrwawioną i delikatną istotkę.
- Idźcie po ręcznik ! – nakazał, uśmiechając się delikatnie. 
Stefan szybko wyszedł i wrócił z białym materiałem w dłoniach. Zerknęłam w tamtą stronę stwierdzając, że to piękna dziewczynka.
- Macie córeczkę – powiedziała do Mary, uśmiechając się ciepło, po czym okryłam ją kołdrą.
- Mogę ja potrzymać ? – zwróciła się do Klausa. 
- Naturalnie, sweetheart. 
Damon także podszedł do swojej siostry, gładząc jej głowę. Ta uśmiechnęła się do niego, biorąc na ręce swoje dziecko.  Na jej bladą twarz wstąpił promienny uśmiech. Przymrużyła oczy, całując noworodka w czółko. Po chwili oddała je powrotem w ramiona Klausa. Jej wzrok skierował się teraz na mnie.
- Dziękuję, Eleno … - wydukała zamykając oczy.
- Nie ma za co – odpowiedziałam szczerze.
Nagle jej oddech się zatrzymał, a uścisk dłoni stał się luźniejszy. Klaus, tak jak wszyscy zamarli. Damon zaczął potrząsać ciałem siostry, wymawiając jej imię spanikowanym głosem. Czas stanął w miejscu. Czarnowłosy za wszelką cenę próbował przywrócić kobiecie funkcje życiowe, ale na marne. 
- Klausie ! Daj dziecko ! – krzyknęłam spanikowana. Wyciągnęłam  ręce, po czym ujęłam w nie dziewczynkę. Szybko wyszłam z płaczącym dzieckiem z pomieszczenia, kierując się do salonu.  Cała się trzęsłam. Nie wiedziałam co mam zrobić. To nie może być koniec. Nie teraz ! Mary musi być żywa ! 
- Cii. Nie płacz – próbowałam uspokoić noworodka, drżącym głosem. – Nie damy odejść twojej mamie. Przecież musi widzieć jak dorastasz – dodałam, uśmiechając się przez łzy, które mimowolnie zaczęły spływać po moich policzkach.


Kluas :
To nie mogło się dziać naprawdę. Ona żyje ! Stałem jak sparaliżowany na środku pokoju, przyglądając się jak Damon próbuje pomóc swojej siostrze. Stefan pogrążony w milczeniu, chowając twarz w dłonie cały czas opierał się o ścianę. Po chwili oprzytomniałem i nie zwlekając dłużej podszedłem do stolika obok stołu, na którym leżała Mary i wyjąłem z niego strzykawkę. Napełniłem ją swoją krwią, po czym wstrzyknąłem ją w żyłę kobiety. Stefan poderwał się gwałtownie z miejsca, aby sprawdzić co z siostrą. Kiedy po dłuższej chwili grobowej ciszy ze strony dziewczyny nie nastąpiła żadna reakcja starszy Salvatore ulotnił się z pokoju, gwałtownie trzaskając drzwiami. Nie musiałem się nawet domyślać, że był załamany. Stefan także po woli opuścił pomieszczenie. Tyle, że w jego oku zdążyłem jeszcze dostrzec zbierające się łzy, które zaraz po tym zaszkliły i moje oczy. Opadłem na oba kolana, zamykając twarz w dłoniach. Po moim policzku spłynęła łza. Jeszcze nigdy tak się nie czułem. Próbowałem się uspokoić, ale na marne. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie umiałem nawet myśleć, że to może być koniec. Nie potrafiłem i nie chciałem ! Ogarnęło mnie uczucie jakbym stracił wszystko co dotąd miałem. Jakbym został bez niczego … 


Damon : 
Tego było za wiele. To się nie stało ! – powtarzałem tę myśl cały czas w mojej głowie. Jednak rzeczywistość była całkiem inna … W moich oczach mimowolnie zebrały się łzy. Straciliśmy ją … Zszedłem po woli do salon, gdzie siedziała Elena z dzieckiem. Widocznie spało. Kiedy brunetka dostrzegła mnie w pomieszczeniu, zerwała się z miejsca, podbiegła do mnie i mocno przytuliła. Stałem na chwilę bez ruchu, próbując poukładać sobie wszystko w jedną całość.
- Co z Mary ? – zapytała drżącym głosem.
- Nie żyje – odparłem, niedowierzając we własne słowa.  
- Boże … - wydukała Elena. Po jej policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy. Wtedy postanowiłem odwzajemnić uścisk. Oboje szukaliśmy jakieś pocieszenia. Schowałem twarz w jej włosach, pozwalając pojedynczej łzie spłynąć po mojej twarzy. Zacząłem gładzić Elenę po włosach, na co mona oplotła mnie ramionami jeszcze mocniej, cały czas szlochając w moje ramię.  
- Tak mi przykro … - powiedziała cicho.
Staliśmy tak jeszcze dobre parę minut, kiedy w salonie pojawił się załamany Stefan. Jego oczy były podkrążone. Nie wyglądał dobrze. Teraz miałem pewność, że jego też dotknęła śmierć Mary. Blondyn wyszedł prędko z pensjonatu, zatrzaskując za sobą głośno drzwi, na co Elena podskoczyła ze strachu. Zatkała dłonią usta, opierając się o mój tors. 
- Możesz na mnie liczyć, rozumiesz !? – krzyknęła i złapała moją twarz w jej dłonie, kiedy zobaczyła smutek i zbierające się łzy w moich oczach.
- Już zawsze – dodała pewnie, splatając jej dłoń z moją.
Pokiwałem głową, zakładając jej kosmyk włosów za ucho z czego ona zadrżała pod wpływem mojego dotyku. Kiedy chciałem zabrać swoją dłoń, Elena zatrzymała ją na znak, abym tego nie robił.  
- Będzie dobrze – rzekła cicho. – Musimy sobie z tym poradzić. My wszyscy ! – dodała głośniej. 
- Wiem – odparłem krótko. Czułem, że teraz naprawdę jej potrzebowałem , a ona potrzebowała mnie.  
Pociągnęła mnie za rękę, zmuszając, abym usiadł na kanapie. Dziewczyna wtuliła się we mnie , spoglądając na śpiącą dziewczynkę.
- Jest taka malutka. Co z nią będzie ? – spytała Elena.
- Nie mam pojęcia, ale nie wiem czy Klaus będzie miał ochotę ją sam wychowywać – stwierdziłem, tuląc do siebie roztrzęsioną brunetkę.
- Masz rację. Na razie my się nią zajmiemy – rzekła.
 - Nie mamy wyboru – odpowiedziałem jej, przenosząc swój wzrok na dziecko.
- Chodź się przejść. Odpoczniemy od tego. Nie mogę już znieść tego uczucia – powiedziałem spokojnie, czekając na reakcję kobiety.
- A co z dzieckiem ? – spytała.
- Śpi – odrzekłem obojętnie. Dlaczego miało mnie obchodzić ? Przecież to ono zabiło moją siostrę.
- Ale może się obudzić, a wtedy Klaus nie będzie zadowolony … - wydukała zaniepokojona.  
- Zostanę tu i zadbam o to, aby Klausowi nie wpadł do głowy żadem głupi pomysł – usłyszeliśmy głos Stefana, który właśnie wchodził do rezydencji.
- Gdzie byłeś, bracie ? – zapytałem zaniepokojony stanem brata.
- To nie ma znaczenia – odparł Stefan przygnębionym głosem. – A teraz możecie iść. Wam też przyda się chwila wytchnienia.   
Posłusznie opuściliśmy pensjonat, udając się przed siebie leśną ścieżką. Złączyliśmy ze sobą nasze dłonie, wpatrując się w biały księżyc.  
- Zrobiłbym wszystko, aby powtórzyć tę chwilę z tobą, tylko wtedy, kiedy żyłaby Mary – powiedziałem, uśmiechając się lekko.
- Może jest jakiś sposób, aby ją ożywić. Przecież zawsze może być jakaś szansa ! – zapewniła mnie Eleną, stając przede mną.
- Obyś miała rację – odpowiedziałem cicho, głaszcząc ją po policzku.
- Bonnie nam pomoże – zapewniła mnie kolejny raz, uśmiechając się, kiedy moja dłoń dotknęła jej szyi. 
- Nie wyglądasz na zrozpaczonego, jak przed chwilą – stwierdziła radośnie.
- Ktoś skutecznie poprawia mi samopoczucie – wyjaśniłem z uśmiechem, na chwilę zapominając o wszystkim.  
- Cieszę się – odpowiedziała i ucałowała mój policzek, po czym go pogładziła. Oplotłem ją ramieniem, ruszając dalej. Dzięki niej zacząłem wierzyć, że rzeczywiście może nie wszystko jest już stracone.

Przybywam z kolejnym rozdziałem :) Mam nadzieję, że nie wyszedł, aż tak strasznie ... 
Przy okazji chciałabym zaprosić do odwiedzania zakładek takich jak : " Coś o bohaterze " lub " Nasze rozmowy ". Chętnie dołączę się tam do różnego rodzaju rozmów, oraz chętnie odpowiem na pytanie związane ze spoilerami lub danym bohaterem :)  
Pozdrawiam :*

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 13

Bonnie :
Przeglądałam właśnie starą księgę czarów mojej babci. Było w niej zawartych dużo ciekawych i przydatnych dla mnie zaklęć, więc stwierdziłam, że trochę nowej wiedzy się przyda. Niespodziewanie usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko wstałam z kanapy i poszłam, aby je otworzyć. 
- Jeremy, hej ! – krzyknęłam radośnie na powitanie. – Proszę, wejdź.
- Dzięki Bonnie – odpowiedział chłopak i rozsiadł się wygodnie na sofie. 
Jer był moim dobrym przyjacielem dlatego bardzo ucieszyły mnie jego odwiedziny. Do tego jest jeszcze bratem Eleny. Usadowiłam się zaraz obok niego, podając mu sok pomarańczowy. Chłopak uśmiechnął się do mnie, a jego wzrok przykuła księga, leżąca na szklanym stoliku.
- Nowy nabytek ? – zapytał, otwierając na pierwszej stronie.
- Powiedzmy. Należy do mojej babci – wyjaśniłam, upijając łyk napoju.
Chłopak kiwnął głową, zamykając księgę.
- A co cię do mnie sprowadza ? – spytałam, zakładając nogę na nogę.
- Przyszedłem z tobą pogadać co słychać i czy może masz jakieś wieści od Eleny ? – powiedział i posłał mi pytające spojrzenie.   
- Niestety Elena się ze mną nie kontaktowała – odpowiedziałam spokojnie. Chłopak westchnął i przeczesał ręką włosy.
- Nie denerwuj się – rzekłam. Na pewno nic jej nie jest – położyłam mu dłoń na ramieniu, a Jeremy kiwnął głową.
- Masz rację. Jestem tylko ciekawy – odrzekł chłopak, uśmiechając się do mnie.
- Rozumiem. Poza tym u mnie wszystko gra – powiedziałam radośnie.
W końcu od długiego czasu niektóre sprawy zaczęły się układać. 
- Nie zapeszaj ! – krzyknął Jeremy. Uśmiechnęłam się do niego i kiwnęłam głową. On zawsze potrafił mnie pocieszyć, a tym samym rozśmieszyć. 
- Masz rację. Trzeba się cieszyć tym co jest teraz, a nie tym co będzie potem – stwierdziłam szczerze, posyłając mu promienny uśmiech. 
- I to jest postawa – odpowiedział mi chłopak. 
Niespodziewanie w pomieszczeniu rozległ się dźwięk komórki. Jer wyjął ją z kieszonki spodni i odczytał wiadomość. 
- Przepraszam cię Bonnie, ale muszę iść. Matt prosi, bym wpadł do niego na chwilę do Grilla – wyjaśnił i schował telefon.
- Jasne. Nie ma sprawy – odpowiedziałam mu i odprowadziłam go do drzwi.
- Do zobaczenia ! – krzyknął na odchodne.
- Pa ! – zawołałam za nim i pomachałam mu ręką. Odprowadziłam go wzrokiem, po czym wróciłam do domu. 
Postanowiłam, że poczytam jeszcze parę zaklęć i według obietnicy odwiedzę  Mary. Jestem ciekawa jak radzą sobie z tym wszystkim. Na pewno nie jest im łatwo, ale postaram się jakoś pomóc.  

Klaus :
- Mary spokojnie – próbowałem uspokoić moją ukochaną kiedy po raz kolejny tego dnia zaczęła odczuwać bóle brzucha i przeraźliwie się dusić. Byłem bardzo zdenerwowany i nie potrafiłem tego ukryć. Dziewczyna oparła się o mnie nadal zwijając się z bólu. Chciałabym jej jakoś pomóc. Sprawić, aby już nie cierpiała. 
- Damon ! – zawołałem starszego z braci Salvatore, gdyż Stefan wyszedł, aby dowiedzieć się czy można jakoś pomóc Mary. 
Mężczyzna po paru sekundach był już w pokoju.
- Co się dzieje ? – spytał spokojnie, podchodząc do swojej siostry. Dziewczyna popatrzyła na niego, wysilając się na jeden uśmiech. Damon pogłaskał ją po głowie, odwzajemniając gest.
- Stefan się odzywał ? – zapytałem zmartwiony coraz bardziej pogarszającym się stanem mojej dziewczyny.  
Salvatore pokiwał przecząco głową, kierując swój wzrok na mnie. Obaj dobrze wiedzieliśmy, ze jeśli dalej tak pójdzie ciąża wykończy Mary. Jednak żadno z nas nie chciało teraz się do tego przyznać, ani o tym myśleć.  Nagle usłyszeliśmy dźwięk otwierających się drzwi z salonu, któremu towarzyszyły kroki na schodach. Do pokoju wszedł młodszy z braci – Stefan. Nerwowo pokiwał głową na znak, że jeszcze poszukiwania były na nic.
- Musimy cierpliwie czekać, aż Mary będzie gotowa rodzić – rzekł cicho i spuścił głowę.
- Myślicie, że ja sobie wybieram ten moment !? – wychrypiała resztkami sił Mary, łapiąc się za podbrzusze. Posłałem jej promienny uśmiech, okrywając ją szczelnie kołdrą. 
- My już pójdziemy. Pewnie Mary potrzebuje kwi, Klaus. Jakby coś będziemy na dole – powiedział czarnowłosy, opuszczając pomieszczenie ze swoim bratem. 
Wymieniliśmy ze sobą porozumiewawcze spojrzenia , spoglądając kątem oka na Mary. Gdy już wyszli przeciąłem swój nadgarstek i podłożyłem go pod usta mojej ukochanej. Dziewczyna zaczęła sączyć życiodajny płyn. Jej skóra przestała być już blada.
- Lepiej ? – spytałem troskliwie.
- Bywało lepiej – odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się przez łzę, która samotnie spływała po jej policzku.
- Nie płacz kochanie – powiedziałem załamanym głosem. – Wszystko się ułoży. 
Po tych słowach mocno ją do siebie przytuliłem. Nie pozwolę, aby ktoś ją skrzywdził. Zabiję każdego kto się do niej zbliży w złych zamiarach. 
 Nagle z dołu dobiegł mnie odgłos tłuczonego szkła. Szybko poderwałem się z miejsca, by sprawdzić co było przyczyną tego hałasu. Kiedy tylko zbiegłem na dół na moją twarz wstąpiło zdenerwowanie. W salonie jacyś faceci ubrani na czarno siłowali się z Damonem i Stefanem. Widać, że było ich za dużo, aby Salvatorowie sami sobie z nimi poradzili dlatego postanowiłem wkroczyć do akcji.  Prędko odepchnąłem od Stefana jednego wampira, rzucając nim ścianę. Po czym do niego podszedłem i wbiłem kołek w serce. Dostrzegłem, ze jeden kieruje się na górę, więc w wampirzym tempie zepchnąłem go ze schodów, wyrywając serce. Obaj bracia byli pochłonięci walką.  Ja także zdążyłem skręcić kark paru napastnikom. Zauważyłem też lub bardziej wyczułem, że ich przywódca jest mieszańcem tak samo, jak ja. Nie tracąc czasu chwyciłem go za kark, dając tym samym odpocząć Damonowi od walki z nim. Nagle wszystkie spojrzenia skierowały się na nas. 
- Kim jesteście i czego tu szukacie !? – warknąłem, przyduszając hybrydę do ściany. Może był mieszańcem, ale ja byłem też pierwotnym. Miałem od niego więcej siły, także jego próby wyswobodzenia się kończyły się porażką. 
Mężczyzna roześmiał się żałośnie. 
- Naprawdę się nie domyśliłeś ? To dziecko nie ma prawa się urodzić – fuknął wściekle, odpychając mnie na koniec pokoju. Tym razem to oni przejęli walkę. Zacząłem siłować się z hybrydą, próbując jakoś uniemożliwić innym dostanie się do Mary. Damon ze Stefan zdążyli już nieźle oberwać, mimo wszystko starali się bronić. Nagle drzwi rezydencji otworzyły się z wielkim impetem, a do salonu weszła Bonnie. W jednej sekundzie w pomieszczeniu zerwał się porywisty wiatr. Nagle wszyscy oprócz mnie i Salvatorów upadli na ziemię, trzymając się za głowę. Benett mówiła jakieś niezrozumiałe słowa pod nosem. Tymczasem ja wbiłem kołek w mieszańca obok mnie, przyciskając go do chłodnej powierzchni podłogi. 
- Kto was przysłał !? – fuknąłem.
Bonnie widząc, że mamy opanowaną sytuację przestała wymawiać zaklęcie. 
- Niedługo się dowiesz, ale wiedzcie, że to jeszcze nie koniec ! – ostrzegł nas mężczyzna w wampirzym tempie,


ulatniając się z pensjonatu. 
- Kto to był !? – krzyknęła wiedźma, kiedy nikogo już nie było w salonie oprócz mnie i Salvatorów. 
- Nie mam pojęcia – odpowiedziałem nadal zdenerwowany tym wydarzeniem.
- Pójdziemy sprawdzić teren ze Stefanem. Może jeszcze gdzieś się zaczaili – stwierdził czarnowłosy.
- Tylko uważajcie – ostrzegłem. 
Bracia kiwnęli głową i już mieli zamiar wyjść, kiedy zatrzymała ich Bonnie.
- Damon dlaczego nie jesteś z Eleną ? Podobno mieliście być na wakacjach ? – spytała zdziwiona dziewczyna. 
- Bonnie Benett, tak ? – spytał.
- Tak, ale … - zaczęła zmieszana. – Elena nic nie mówiła, że wróciła. 
Salvatore uśmiechnął się niepewnie i ruszył przed siebie.  
- Dziwne .. – wydukała Bonnie, kierując się na górę.  Po chwili znalazłem się za nią, uśmiechając się. Ciekawe co się tym razem wydarzyło. 


Damon :
Patrolowaliśmy ze Stefan właśnie całe Mistic Falls. Postanowiliśmy, że lepiej będzie się rozdzielić. Wtedy pójdzie szybciej. Niespodziewanie z kimś się zderzyłem ramieniem. 
- Przepraszam … - zaczęła dziewczyna. Spuściłem głowę i ujrzałem dobrze znaną mi osobę.
- Elena … - wydukałem, podnosząc jej torebkę.
- Tak to znowu ja … - wydukała nieśmiało i spuściła wzrok.
- Postanowiłaś już może coś ? – zacząłem ostrożnie.
- Nie wiem, ale chyba się cieszę, że cię widzę – powiedziała zawstydzona.  
Zaśmiałem się , widząc jej minę. Mimo, że ja też za nią tęskniłem nie chciałem narażać jej na różne niebezpieczeństwa, na które musiałbym ją narazić.  
- A gdzie się wybrałeś jeśli można wiedzieć ? – przerwała niezręczną cieszę.
- Ktoś na nas napadł w pensjonacie i szukamy sprawcy. Dokładniej chciał zabić Mary i jej … dziecko – wyjaśniłem w miarę spokojnie.   
Na twarzy Eleny momentalnie wystąpiło zdziwienie.  
- Ale jak to !? Przcież wampiry nie mogą … Bo nie mogą ? – zapytała zdenerwowana. 
- Normalnie to nie, a zdarzają się przypadki raz na parę set lat i nie mamy na to wpływu … - wyjaśniłem, wzdychając głośno.   
- Mogę ją odwiedzić ? – spytała łagodnie.
- Pewnie. Bonnie już tam jest. Pomogła nam – odpowiedziałem, uśmiechając się. – To do zobaczenia. A i chyba musisz jej wytłumaczyć dlaczego wcześniej przyjechałaś.  
- Tego się spodziewałam … No trudno ! To cześć – już chciała mnie wyminąć, ale zastawiłem jej drogę. Chciałem ją przepuścić dlatego cofnąłem się w drugą tak samo jak ona. W końcu złapała mnie za ramiona, okręcając się ze mną tak, aby moglibyśmy pójść w swoją stronę, uśmiechając się przy tym. 
Pokręciłem głową i ruszyłem dalej uśmiechając się do siebie.

Avril :  
Byłam wściekła, kiedy dowiedziałam się, że mój plan nie zadziałał, przez te osły, które wybrałam, aby zabili dziecko Mary. Mogłam się sama pofatygować. Chyba następnym razem tak zrobię. 
- Przykro nam pani, ale oni mieli wiedźmę – zauważył Sam.
- No i co z tego !? – warknęłam wyprowadzona z równowagi.
- Powiedziałem, że to jeszcze nie koniec, ięc możemy próbować dalej. – rzekł mężczyzna.
- Bez łaski. Już sama się tym zajmę … - odpowiedziałam, zaciskając rękę w pięści.
- Możesz odejść – rozkazałam. Sam posłusznie spełnił mój rozkaz.  
Klaus mógł wybrać mnie i zapomnieć o tej dziewczynce Salvatore, ale jeśli wybrał źle to oboje poniosą tego konsekwencje. A, gdy dowiedziała się, że jakimś cudem będą mieli dziecko nie widziałam innego możliwości, by tego nie wykorzystać. Niedługo ciocia Avril złoży wizytę w rezydencji szczęśliwym rodzicom osobiście.

Mary :
Kiedy Klaus opowiedział mi o wszystkim co miało miejsce na dole zamarłam. Jak to możliwe żeby ktoś dowiedział się o mojej ciąży i chciał ją przerwać. Byłam bardzo zdenerwowana. Dzięki temu bóle ciągle narastały. Nie mogłam tego wytrzymać. Niech to wszystko w końcu się skończy ! Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Do pokoju weszła Elena.  Zdziwiły mnie jej odwiedziny, ale ucieszyło mnie, że nie będę cały czas sama.
- Hej – przyitała się grzecznie i usiadła obok mnie.
- A wydawałoby się, że to niemożliwe … - zaśmiała się i złapała za rękę.
Uśmiechnęłam się do niej, odwzajemniając uścisk.  
- Żebyś wiedziała – uśmiechnęłam się, patrząc na nią.
Nagle poczułam dziwny skurcz w moim brzuchu. Jakby ukłucie. Nie mogłam znieść tego uczucia. Z mojego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk. Czułam straszliwy ból, jakby coś miażdżyło mnie od środka. Elena zerwała się na równe nogi, mocno mnie tuląc. Do sypialni wparował zaniepokojony Klaus. Gdy zobaczył w jakim jestem stanie momentalnie znalazł się przy mnie. Kolejny raz zaczęłam krzyczeć. Ból jaki odczuwałam był niewyobrażalny. Czułam bardzo dziewne uczuie. Jakby to było już. Dziecko kopało mnie i poruszało się. Dlatego odczuwałam ten ból. Niemożliwe… Proszę jeszcze nie teraz. 
- Chyba się zaczyna. Boże Klaus ! – pomieszczenie wypełniły moje krzyki.
Klaus był bardzo zdenerwowany, nie wiedział co ma zrobić.
- Musimy odebrać poród. Inaczej ona się wykończy – krzyknęła Elena, podtrzymując mnie.
Mój ukochany przeniósł mnie do innego pokoju z ogromnym stołem. Położył mnie na nim i pogłaskał po głowie.  
- Elena … - wychrypiałam spanikowana. 

-  Jestem tutaj – podeszła do mnie i chwyciła moją dłoń. – Zaraz będzie po wszystkim.